Przejdź do zawartości

Strona:PL Antologia współczesnych poetów polskich (1908).djvu/279

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

Rwijcie na harfach struny, rańcie palce,
Nie mogąc wygrać tego, co w was śpiewa,
Króle bezdomni!
W podłej z sobą walce
Zgięliście dusze jak spróchniałe drzewa,
Wy może kiedyś — książęta niezłomni.
Cóż wam!
Czy macie na świecie rachunki,
Byście ze smutkiem leli wino złote?
Czyliście więcej liczyli co kiedy
Jak zgłoski w wierszu, łzy i pocałunki,
Chowali więcej co ponad tęsknotę?!...

Cóż wam!
I wam i mnie!
Och, lejcie wino złote...
Gwiazdy łowiłem?
Obłąkany człowiek,
Który wypłakał wszystkie łzy z pod powiek
I wszystką życia radość z dobrych oczu...
Och... ktoś je dzisiaj wpięte ma w warkoczu
I cudnym głosem sny me przypomina
Gwiezdne.... Przez Boga! wina!
Dajcie wina!...
.................
Rozbiłem kryształ? co? Przed uczty końcem?
Dobrze! niech w prochy kryształy się kruszą...