Strona:PL Allan Kardec - Księga duchów.djvu/005

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Przedmowa tłumacza.


Czujemy wszyscy, że czegoś braknie naszej cywilizacji pomimo ogromnego postępu, uczynionego ostatniemi czasy na polu wiedzy i wynalazków materjalnych, zapewniających nam nasycenie ciekawości i dobrobyt. Nie ma w niej bodźca dość silnego, aby podtrzymywać w czerstwości i weselu ducha w trudnych chwilach życia. Ciężka i gruba atmosfera materjalizmu pospołu z utylitaryzmem, przykuwając ducha naszego do życia zmysłowego, narusza harmonję i z nią razem spokój w umysłach tak społeczeństw jak i jednostek spółcześnych. Stało się to wszystko, dla tego że z życia naszego towarzyskiego uleciał pierwiastek szlachetnej i podniosłej moralności, ratujący ludzkość od zwątpienia ostatecznego, od zniechęcenia do życia przez jego czczość, jałowość i nudy, nawet wśród największego zbytku i przepychu materjalnego, — pierwiastek jedyny zdolny do ożywienia wszystkich tak bogatych jak biednych, ten sam bez którego genjusz poetycki nie wleje wyższego życia w epopeję, a zwany powszechnie cudownością czyli właściwie przyrodzony pierwiastek boski, bez którego nie podobna pojąć wielkiego celu życia.

Umysły wyższe uczuwały dawno ten brak, ale nie podobna było nakłonić do wiary w cudowność ogółu inteligentnego, prawdziwego regulatora harmonji społecznej, ażeby przejął się ta prawdą jak ją dotychczas w formie religijnej podawano, t.j. bez odkrywania tajemniczego źródła jako jednego z praw natury, poddającego prawu loiki świeckiej i krytyki umiejętnej. Cudowność[1] tych ostatnich przeradza się w zabobonność i stała się pra-

  1. Przypis własny Wikiźródeł Brak fragmentu kartki; brak krótkiego wyrazu.