Strona:PL Alfred de Musset - Poezye (tłum. Londyński).pdf/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
XXXI.

Lecz każdy przyzna, kto poznać mnie raczy,
Że ja i Hassan żyjemy inaczéj.
Ja mam pretensye do delikatności:
Gdym miał metressę, w obec téj jejmości
Byłem jak trusia. Niech mi Bóg przebaczy,
Żem, taki skromniś, mógł te okropności,

XXXII.

Z ich całą grozą czarną i ponurą,
Tak bez skrupułu dopuścić pod pióro.
I ledwie teraz czuję się w porządku.
Dla większéj sławy, nie przerywam wątku.
Dawniéj, rzecz całą spaliłbym z brawurą,
Lecz dbam o przyszłość — brnę więc, jak z początku.

XXXIII.

Jak rzekłem, Hassan we Francyi się rodził,
Lecz jaką drogą do zdania przychodził,
Że tu kobieta jest chwilką przejściową,
Pojąć nie mogę, daję na to słowo.
Jeśli się zajął jaką białogłową,
To po tygodniu w przesycie już brodził.

XXXIV.

Że jest to system wielce niedorzeczny,
Każdy mi przyzna, bo kto „kocham” powie,
Mówi tém samém: kocham na czas wieczny.
Nikt z trubadurów, nikt, nawet królowie
Nie mówią: kocham na tydzień! — Niegrzeczny.
Urwis! Śmietanką poił się na zdrowie.