Strona:PL Alfred de Musset - Poezye (tłum. Londyński).pdf/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
XXVII.

Nie miał rodziców, małpki, narzeczonéj, —
Nic, co jest miarą pospolicie naszą,
Nawet psa, kota — dziwak na wsze strony.
Ach, czytelnicy może się odstraszą?
Czekajcież chwilkę, uczynię go paszą...
Nie! To ryzyko, figiel przedawniony.

XXVIII.

Zrobię go chmurnym, tajemniczym zrzędą,
To znaczy kłamstwo popełnię szkaradne.
Że ja go lubię, zasługi to żadne.
Jam ojciec, za to go kochać nie będę.
Piękny jak serce — ot zrażę gawędą,
Wszak już mówiłem, że oczy miał ładne.

XXIX.

Rzec, iż się nie bał Boga ni szatana,
Tegobym nawet wcale nie zaczynał,
To nie moralne i bodaj kryminał.
Że polubicie niebawem Hassana
Wpierać nie mogę, — rzecz nieprzewidziana, —
Twierdzę poprostu: był to oryginał.

XXX.

Obyż Bóg sprawił, bym za szczere zdanie
Dla jego czynów zyskał pobłażanie.
Proszę o względy, bo prawdą się rządzę.
Jeśli źle robił, mógł gorzéj, jak sądzę.
Sam sobie winien, a mnież się dostanie?
Ja pokutować mam za jego żądze?