Strona:PL Alfred de Musset - Poezye (tłum. Londyński).pdf/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Kędy człowiek się po to na bydlę zamieni,
By w czterech smutnych ścianach spędzać życia chwile,
Z czołem pod łomem głazu, z nogą na mogile.

Czy jestem katolikiem, zapytasz mnie może?
Tak, ale kocham bogów Nesusa i Latha,
Tartak i Pimpokau téż bogowie świata,
A i Parabavastu ma zalety boże,
Czczę Bidi’ego, zda mi się dobrym władca Khoda,
A co do Kiczatana — i na niego zgoda;
Trzebać i Michapusa coś oddać zaletom.
Lecz mi strętnym jest pieniacz, bakałarz i plotkarz,
Niech służą Pimpokaom, Visznom, Mahometom,
Możesz ich posłom odrzec, jeżeli ich spotkasz,
Że sam nie wiem, gdzie idę i ku jakim metom.

Czy ja kocham rozsądek, zapytasz mnie może?
Tak, ale również lubię i dobre cygaro,
Mam w cenie téż i bordeaux, zwłaszcza markę starą.
Czyste wino w miłosnym skutkuje ferworze.
Lecz się wzdrygam w dewotów zgromadzeniu lichém,
Sarkam na komedyancką świętoszków hołotę,
Co z białą rękawiczką wciągają swą cnotę.
Dyabeł był dobrze słarym, gdy zrobił się mnichem,
I ja téż, gdy czas przyjdzie, wykształcę go z siebie,
Ale wtedy już ziemia szczątki me pogrzebie.

Czy ja kocham naturę, zapytasz mnie może?
Tak, ale kocham również rzeźby i obrazy.
Ciało bozkiéj Wenery jest dla mnie bez skazy,
Czyż najpiękniejsza z kobiet zrównać się z nią może?
Kobieta mówi, prawda, lecz ona porywa;
Milczenie, przyznam, nieraz milszém dla mnie bywa.
Lecz nienawidzę płaksów w ich wiecznéj niemocy,
Wzdychających kochanków strumyka i nocy,