Strona:PL Alfred de Musset - Poezye (tłum. Londyński).pdf/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Niestety, jednak trafiam na zawadę,
Pióro mi spada, depcę je — nic z werwy.
Zły więc, od muzy robię rejteradę,
I gasząc świecę, do łóżka się kładę.

LXXV.

Szczerość ta państwa napewno rozczuli:
Mój Hassan goły, ja jestem w koszuli.
Nawet domowe zdradzam interesa;
Rzadka otwartość! Gdzież zmierzam u biesa?
Jak się otrząsnąć nareszcie z téj kuli?
Tak wiódł Eneasz ojca Anchizesa.

LXXVI.

Eneasz, sapiąc, chwiał się na wsze strony,
Ale Kreuza zostawała w tyle.
„Dlaczego stajesz?” — zwrócił się do żony.
— Kładę podwiązki! — odpowiada mile.
„Kładź więc i przychodź, bom bardzo zmęczony:
Gotówem ojca upuścić za chwilę.

LXXVII.

Wnet czytelnikom rzecz całą objaśnię.
Anchizes — powieść, a pani Kreuza,
Idąca z tyłu, to moja jest muza.
Chcę dążyć naprzód, ona staje właśnie.
Goni motylki — oto jéj ekskuza!
Na takiéj drodze werwa rychło gaśnie!

LXXVIII.

Eneasz z żoną ma trudne zadanie,
Lecz on jest bez niéj, jak ciało bez duszy.