Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XIII.djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I acz zbiję, acz wygonię
Koniczyny na zagonie
Jak ubywa tak ubywa,
Pustką wkrótce będzie niwa.
Na to stary rzekł młodemu:
Poradzimy synu temu,
Tylko nie płosz w każdéj dobie,
Daj mu pokój, niech żre sobie.
Jak powiedział, tak się stało,
Byk w koniczu buja śmiało,
Depce, grzebie, chwyta, łyka,
Na trzy piędzie rośnie byka.
Rolnik płacze, ale czeka,
Czéj odpłata niedaleka;
I w istocie była bliską —
Koniczyną party w górę,
Jakby mu czart dął pod skórę
Padł byczysko,
Ryknął, jęknął
I jak bomba w troje pęknął.

Niechże łupieżca truchleje,
Ciemiężony ma nadzieję,
Bo w saméj złego już przebranéj mierze
Wolność i zemsta razem życie bierze.