Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XIII.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I dlaczegoż te kundle szczekają wierszami?
Czemuż obywatela durzą sielankami?
O ty na Łyczakowie, ty święty Antoni
Wyrwij mnie z téj wiejskiéj, z téj swobodnéj toni!
Ale moich kłopotów nie tu koniec bratku;
Jakby we fajerwerku bukiet na ostatku.
Pierwszego listopada o dziesiątéj z rana
Coś niby spalenizna w powietrzu rozwiana.
Jakiś dym się rozściela, potem kłębem wali;
Gwałt! gore! Całe gumno z dwóch końców się pali.
Gdzież ludek? Wiatr od chałup, nie spieszno gromadzie;
Gdzie Ekonom u diabła? Ekonom na Radzie.
Gdzie wójt? wójt na amtstagu, krakowiak pijany —
Kozaczek? spadł z jabłoni, ma we łbie trzy rany.
Nawet mamka kucharka z żandarmem uciekła,
A tu gore, a gore... ogień dmie jak z piekła.
A kiedy dwór ogarnął i do piwnic sięga
Dziedzic chwycił laseczkę, wyszedł jak włóczęga,
I że nigdy nie wróci zawierzyć mu proszę —
Padam do nóg! dziękuję za wiejskie rozkosze! —





ROLNIK I BYK




Bajka.


Codzień większe miewam szkody,
Rzekł staremu rolnik młody.
Każdéj pory byk sąsiada
Pola, łąki mi napada,