Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XIII.djvu/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie oważ zawsze groźna jemu władza,
Czyż dziś nie dręczy, jeżeli nie zdradza?
„Nie, dziś jest moje, a jutro nie moje...
Dziś się na wieczność rozkoszą napoję“...
Ale zaledwie te wymówił słowa,
Coś nań opada, niby chmura płowa,
Chwyta, porywa, wiruje, szalenie,
Wzrok mu zasłania, zapiera mu tchnienie
I prędzéj, prędzéj, coraz prędzéj goni,
A świeczka z jego wyrzucona dłoni
W czerwone iskry i sypie i pryska,
I coraz daléj przewodnie mu ciska,...
A kiedy upadł na zroszone skały,
Już bladym brzaskiem nieba się oblały;
Słonka z jałowców poranny lot bierze
I bocian w bagna ciągnie po nad wieże.






OBRAZ III.





1.

Mija dzień pierwszy, Olga cicha, zbladła,
Głowę w dół spuszcza, nie widzi źwierciadła,
Wrzawy unika, szuka samotności,
Zdaje się czegoś żałować w przeszłości,