Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XIII.djvu/028

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Puszczaj rękę... nie mocz łzami —
Bóg z Wami.

Wolno, wolno, białonogi,
Już do lasu mało drogi;
Patrz przed siebie,
Ja za siebie,
Tam wzrok leci,
Gdzie ta chatka;
Tam me dzieci,
Dzieci, Matka.

Jeszcze mi dzień nie zaświtał,
Już po strudze, już po lesie
Słowa polskie echo niesie:
Stój! kto idzie? głos zapytał,
Dech ustaje w mojem łonie,
Wzrok w ciemnocie tonie;
Chcę zoczyć tego co woła,
Myślę, że ujrzę anioła.
Stój! kto idzie? po raz drugi
Powtórzyły lasy, strugi.
Polak rzekłem... Bóg to przyzna.
Hasło? Ojczyzna!
Nie znam innego;
I jak swój swego
Jeden drugiego uścisnął
I łez strumień z oczu trysnął.
Uczuciem zwalczon padłem na kolana,
A dusza światłem jutrzenki oblana,
Przy wielkim świadku na niebie
Chrzest wolności wzięła w siebie.