Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


na ościerz... a kulka świsnęła pomiędzy głowy wchodzących — Żyd leżał w łóżku, wystrzelił z jednego pistoletu i chwycił za drugi... ale mu czasu zabrakło... Kitajgrodzki przycisnął sobą pistolet i żyda razem. — Ankiel Wulf — gdyż to był on w istocie — okuty i odprowadzony do Lwowa był tam nareszcie stracony dnia 16 Maja 1787 na wielką pociechę Kitajgrodzkiego.


Wyjechaliśmy z Cisny — odwiedziliśmy Urbańskiego w Jabłonkach, Orzechowskiego w Żerniczce — nocowaliśmy w Lisku czyli Lesku. — Za Liskiem stanęliśmy i oglądali na szczycie pagórka ogromny ułom skały. — Nie widać na nim ręki ludzkiéj, a jednak ze swego kształtu zdaje się być cząstką jakiegoś gmachu. Różne o tym kamieniu biegają powiastki, jedna cudowniejsza od drugiéj, ale najwięcéj jest upowszechnioną ta, która zapewnia, że djabeł niósł ten kamień, ale kogut zapiał i djabeł kamień upuścił. — W Ustianowéj stanęliśmy na popas. — Wkrótce wbiegł żydek, powiedział coś żydówce, żydówka spojrzała w okno, a za nią pół tuzina żydziątek różnego kalibru. — Cóż tam takiego? spytał się jeden z nas gospodarza. — „Pan Kasper, odrzekł gospodarz. — Czegoż go się boicie, odezwał się mój Ojciec — „a jak się nie bać?... On waryat!“ — „Ale nikomu nic złego nie robi“. — „Jak nie robi! On ma strzelbę nabitą. — Raz już w okno wystrzelil.“ — „Przypadkiem“. — „Jak przypadkiem! On mierzyl... Dwie szyby wybil“. — Spojrzeliśmy w górę w miejsce wskazane i ujrzeliśmy dziury w oknie