Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cnemi emigranci francuscy. Ale ci emigranci, nieszczęściem jedynie w pedagogów zmienieni, nie wiele więcej uczyć mogli jak własnego języka. Niereligijność, która kraj nasz zawiała od zachodu, wychowaniu w duchownych zakładach zrobiła koniec. Pod edukacyjném panowaniem francuskich guwernerów nietylko, że się gruntowna a do potrzeb kraju stosowna oświata cofnęła, ale co gorzéj wychowanie młodzieży i nadal fałszywy wzięło kierunek. Najbardziéj szkodliwém, mojém zdaniem, stało się zaszczepienie możności domowego wychowania, które dotąd silne jeszcze niestety rozkłada konary. Nauczyciele owi cudzoziemcy uczyli co umieli i czego nie umieli, ale bez żadnego systemu. Dlatego każda zmiana guwernera była zmianą sposobu i porządku w naukach. Każde nowe ich absolutne panowanie zaczynało się od najłatwiejszego, to jest od potępienia wszystkiego, co jego poprzednik założył.
Moim pierwszym autokratą umysłowym był Hekel, szwajcar o łbie kędzierzawym i kabłąkowych nogach. Szlufował kamienie, łapał ptaszki, nie tęgo uczył, ale tęgo ciągnął za uszy. Lubo często nazywał mnie Sztokfiszem, powiem, niepomny urazy, że o ile sobie przypominam był to człowiek światły, przytém i muzyk niezły. Po nim nastąpił Pan Płachetko, o tym już wyżéj. Nakoniec, trochę już zapóźno, zwrócono się do trybu szkolnego i berło przeszło w ręce Pana Trawińskiego. Obfita w zdarzenia i przemiany, acz niestety krótka jego historya. Z pedagoga, w całém znaczeniu tego słowa, stał się nagle dziwaczno wykwintnym elegantem. Z eleganta