Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zamęcony przy źródle, płynie mętny aż do ujścia w inny strumień, w inne życie.
Wspomnieć tylko muszę, że dużo dobrych ludzi znalazłem w Wilnie. Wspomnienia moje składam jak wianki na ich grobach — grobach, bo o wiele byli starsi odemnie. Wspomnę ich w porządku chronologicznym moich z nimi stosunków.
Właściciel traktierni S..... (ledwie czasem pierwszą literę nazwisk zapamiętam) ofiarował mi stół bezpłatnie. Nie nadużywałem, Bóg widzi, nieograniczonego kredytu do jego kuchni. Gorżki chleb łaski.
Doktor M.... dźwignął mnie z ciężkiéj choroby. Mówił, że lekarstwa nic nie kosztują, bo doktorom aptekarze darmo je dają. Tak kłamać wolno. Szczęściem, że z takiego kłamstwa serce umie wybrać zdrowe ziarnko.
Prezes Łapa zbierał składki i ubrał wszystkich Polaków będących w niewoli w Wilnie.
Jędrzéj Szumlański, który jechał za armią rossyjską, podobno jako urzędnik administracyi, przysłał potém po mnie powóz aż z Czarnokoniec z Tarnopolskiego Obwodu. Nie mogę przypomnieć sobie, dlaczego nie korzystałem wtenczas z podanéj i łatwéj sposobności ujścia z niewoli.
Głowiński czy Gołowiński, dymissyonowany Jenerał rossyjski, był długi czas opiekunem moim. Umieścił mnie w lazarecie Sióstr Miłosierdzia przy ulicy Sawicz. A te Siostry poczciwe! Antoninę i Elżbietę dobrze pamiętam, dziś bym jeszcze poznał, gdyby można cofnąć się w czas ubiegły. Bóg z Wami anioły cichego poświęcenia się cierpiącéj ludzkości.