Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/056

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


życiem duszy, — czyniły nas ogniwem, aczkolwiek drobniejszém niż myśl sobie wystawić może, ale jednak ogniwem łańcucha, który wzruszał zardzewiałe zapory świata. Nieraz w rodzinném kole stokrotne zapytania zbywałem krótką odpowiedzią. Chciałem jakby zamknąć już zapisaną pierwszą księgę mojéj przeszłości, a zwracać tylko całą uwagę na tę drugą, co mi jeszcze białemi błyszczała stronnicami. Przeciwnie zupełnie się dzieje po wielu upłynionych latach. Białych stronnic nie dużo, a zapisane ciągną ku sobie. W podróży życia bywa jak i w każdéj innéj podróży. Póki idzie się raźno, ochoczo, póty rzuca się okiem tylko przed siebie. Każdy przedmiot jest celem nowéj dążności, zaledwie się go dojdzie, szuka się drugiego i tak daléj, daléj... Naprzód hasłem wędrowca. Ale kiedy siły osłabną, kiedy wyszedłszy na wzgórek odetchnąć trzeba... otrzeć znojone czoło, wtedy zwraca się oko na przestrzeń, którą już się przebyło. Odległość przed nami, mierzymy podług téj co za nami. A owe cieniste gaje, wonne łąki, srebrzyste potoki, których nie uważaliśmy w naszym biegu, jakże są piękne jak lube w pamięci naszéj wtenczas, kiedy droga coraz ostrzejsza, wiatr coraz chłodniejszy, niebo coraz ciemniejsze. Teraz zasiadłszy przy kominku chętnie gwarzę o Cesarzu Napoleonie. Młode pokolenie słucha jak o Stefanie Batorym albo Janie Sobieskim, bo przeszłość, któréj pamięć nie sięga wąskie ma przedziały, stulecia ledwie czasem komat dzieli. Alles zerschmitzt in grosse Massen. Słuchają mnie młodzi, a ja gawędzę i pierwéj drugich niż siebie utrudzę. Nieraz kiedy wracam z polowania, a doj-