Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Owa zgoda, pokój wszędzie,
Wszystko idzie jak na drwiny.
Dobrzem pierwszéj rzekł godziny
Jak bywało, niechaj będzie...
Hej, hej! bodaj dawne czasy,
Kiedy ciemne były lasy;
Strzegłem tylko własnej skóry,
A źle było?.. smyk do dziury.

Lis.

Ale owe strzelby człeka,
Co sięgały nas zdaleka,
Owe charty, żelaziwa,
To nie była myśl szczęśliwa.

Borsuk.

Co tam strzelby! Ot ja przecie
Dotąd chodzę po tym świecie.
A co jutro stać się może,
Gdy mam pokarm, dobre łoże,
Głupich troska, dla mnie fraszka...
Alboż i to nie igraszka,
Że u Capa przy Baranie
Wilk jadł rzodkiew na śniadanie?
Czy nie wolał zjeść sąsiada,
A rzodkiewkę mnie zostawić?

Lis.

Tak, jedz Wilku, łatwa rada,
Lecz jak możni zaczną dławić,
Co dzień nowa będzie sztuka;
Wilk zje Owcę, Taks Borsuka.