Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Osioł.

Fontaź u ogona!
O ozdobo uwielbiona!
Któż nademnie więcej umie
Cenić te zaszczyty tylne
Zasług dowody niemylne!
Ach, któż lepiej je rozumie?
Alem myślał między nami
Tak bliskimi kuzynami....

Muł (oglądając się).

Cicho! człowieku uparty!
Nie znam cię, nie znam i kwita.

Osioł.

A wiec to są, widzę, żarty;
Bo kto jestem, kto mnie rodzi
Każdy z mej twarzy wyczyta....
Nawet ślepy się nie spyta;
Lecz że z żartu śmiać się godzi,
A nie śmiać się, znak urazy,
Więc uśmiechnę się dwa razy
Śmiać się będę.... (Ryczy)

Muł.

Czyś szalony!
Cóż to, koncert na ubogich,
Żeś dobył ryków tak srogich?!

Osioł.

Uśmiech wszędzie dozwolony.

Muł.

Uśmiech! uśmiech! Do stu ludzi!
Taki uśmiech zmarłych budzi.