Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/323

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Melchior.

Nie? — Ależ ja Pana zabiję...

Karol.

Panie pułkowniku, szanuję pański mundur i rangę, ale jeszcze więcéj człowieka honoru, proszę więc o wzajemność, bo mam prawo do tego. Proszę także wierzyć, że nietylko pod mundurem, ale i pod cywilną suknią serce może być na swojém miejscu i może żadnéj nie lękać się pogróżki. Powierzono mi tajemnicę, téj nie zdradzę.

Laura.

Bravo, Panie Karolu!

Karol.

Dałem słowo honoru. Możesz Pan pułkownik kazać, abym złamał haniebnie?

Melchior.

A to dziwna sprawa!

Laura.

Panie Karolu, podziwiam twoją energię i odwagę, ale wszystko może da się dobrym sposobem załatwić; może uczynisz zadość woli mego wuja, kiedy ci powiem, że tą Laurą, twoją kuzynką, z którą aby się nie żenić silisz się na wybiegi, że tą straszną jedném słowem kuzynką, jestem ja.

Karol.

Co słyszę!.. O Lauro!.. droga Lauro, nic więc już nie staje na przeszkodzie szczęściu naszemu?