Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/303

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

tak wielkiéj wagi i potrzebujący człowieka wytrawnego i niepospolitych zdolności.

(Anastazius z wielkiemi ukłonami odprowadza aż do drzwi.)





SCENA VIII.
Anastazius, Karol.
Anastazius.

Piękna, wspaniała, rozumna Pani Kunegunda de Montekukuli. — Teraz zajmijmy się śniadaniem. (dzwoni) Trzeba je przyjąć godnie... rozumna Pani... poznała się na mnie. — Zdaje mi się Panie Karolu, że mógłbyś powiedzieć jaki komplemencik a przynajmniéj w rękę pocałować Pannę Laurę.

Karol.

Będzie czas na to.

Anastazius (do Jana).

Trzeba nam zaraz dać śniadanie na cztery osoby, porządne.

Jan.

Słucham rozkazów. Jest wszystko czego tylko można sobie życzyć. Confort wszelki i we wszystkiém.

Anastazius.

Śniadanie powinno być lekkie, delikatne, damskie, rozumiesz? Dasz więc omlet, potém naleśniki posypane cukrem, potém kompot ze śliwek.

Jan.

Dobrze — a wino jakie?

Anastazius.

Wino? — Wino tylko do wody — małą buteleczkę — zaraz nakrywać.