Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Dolski (z drugiego pokoju).

Zaraz, zaraz Mości Dobrodzieju! Marcinie! (Marcin odchodzi.)

Jenialkiewicz.

Spi... A niechże go Bóg kocha! Godzina dziewiąta, ja od piątej na nogach... Nie tak to robią się interesa, nie tak mój paniczu... Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje.

Dolski (w szlafroku i w pantoflach).

Przepraszam, dwakroć przepraszam, ale późno się położyłem.

Jenialkiewicz (wyprowadzając na przód sceny p. k. m.).

Słuchaj Janie, chwila stanowcza nadchodzi, muszę objaśnić ci moje postępowanie... Może kiedyś wzorem ci się stanie... prosiłem cię, abyś bawił w moim domu z dziesięciu przyczyn wielkiéj wagi, z których dziewięć zamilczę, a jednę powiem. Musiałem mieć cię pod ręką, aby... (gesta jakby lejcami kierował).

Dolski (uprzedzając).

Jak Febus.

Jenialkiewicz.

Kubek w kubek. — Nie chciałem wcześnie przed wyborami ogłaszać cię jako pretendenta. A wiesz dla czego?

Dolski.

Już miałem zaszczyt powiedzieć, że nie wiem.

Jenialkiewicz.

Gdyby była za wcześnie wieść gruchnęła, że się Pan Dolski podaje na Dyrektora, wszyscy twoi