Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VI.djvu/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Co tkniesz, głupi; a każdy jakby jendor dmucha,
Myśli, ze jest najmędrszy, siebie tylko słucha.
Ot jeden, drugi, trzeci, ten ceglasty panek,
Weź na łokieć od konia, a głupi jak dzbanek.
Albo i ten Papryka, o mój miły Boże!
Wszystkich zawsze chce odrwić a odrwić nie może.
Teraz swą Panią Pińską forytować skory,
Bo z nią, jak ludzie mówią, miał różne jamory.
Co zaś mój Pan... No!.. to mu honoru nie zmniejszy,
Ale na jego miejscu byłbym rozumniejszy,
Dziśbym jeszcze dom cały zamknął na trzy klucze.
Niech się jak Marek w piekle Szwarc po lasach tłucze.
A te damy, co z góry poglądają z pańska,
Wszystkie trzy w jednym pęku spławiłbym do Gdańska.
(Słysząc nadchodzących zatyka palcem usta i wynosi się zcicha)





SCENA IV.
Joanna, Laura, Papryka.
(Joanna w amazonce idzie spiesznie, za nią Papryka, potém Laura zwolna.)
Joanna (wchodząc).

Nie... Nie chcę... Nie pojadę.

Papryka.

Lecz z jakiéj przyczyny?

Joanna (rzucając zapalony sygar).

Bo nie chcę.

Papryka
(w ciągu całej sceny niespokojny, pokrząkuje).

Nie chcę — zgoda.