Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/069

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Laura.

Warski, Warski!.. Cóż to śmieszy? Co, dziwić się zdaje?

Dormund.

Nie dziwi bynajmniéj, śmieszy tylko trochę ten pośpiech.

Laura.

Cóż Pan nazywasz pośpiechem?

Dormund.

Wyraz dość jasny jak się zdaje.

Laura.

Ja jednak niedokładnie rozumiem. Naprzykład, czy pośpiechem trzeba nazwać odjazd Pana Dormunda ze Szczawnicy?.. (Dormund zmięszany — ona mówi p. k. m.) Ten, miał prawo niezawodnie zadziwić i rozśmieszyć. Zadziwił téż i rozśmieszył ogólnie.

Dormund.

Rozśmieszył?

Laura.

O! proszę być spokojnym. Jeżeli rozśmieszył, to tylko moim kosztem. (ze wzrastającém uczuciem) W parę dni po rzeczonym odjeździe, oddano mi przy źródle duży list. Gdym go rozdarła nieostrożnie, (z gorzkim uśmiechem) wypadło z niego i rozleciało się na wszystkie wiatry krocie biletów wizytowych „Dormund pour donner congé“.

Dormund.

Niegodziwy, podły anonim!

Laura.

Pośpiech odjazdu proszącego, nazajutrz po otrzymaniu przyzwolenia, nie był cofnięciem się ale pu-