Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Laura.

Chętnie temu wierzę, ale przyznasz, że ojcu nie może być obojętném twoje postępowanie nie do pojęcia.

Antonja.

Pozwolisz Pani przypomnieć sobie, że trochę za wcześnie wstępujesz w prawa macochy.

Laura.

Za wcześnie, prawda, bo nie wiem nawet czy kiedy nią będę. Ale dlaczego tak zimno, ledwie że nie gniewnie odtrącasz uprzejmość moją?

Antonja.

Pani zapewne masz zlecenie przepuścić mnie przez rózeczki zbutwiałych morałów, skarcić za niezwykłe moje postępowanie; ale któż temu winien, żem była zmuszoną utorować sobie drogę do szczęścia, o które nikt się nigdy nie troszczył. Odosobniona od wszelkiéj styczności ze światem, bez przewodniéj przyjacielskiéj rady, musiałam sama starać się o rozwinięcie mojego umysłu i o ustalenie mojego charakteru, tak, abym już tylko na siebie rachować mogła, ale żałować tego nie mogę, bo ukułam sobie zbroję wytrwałą na wszelkie niezasłużone pociski.

Laura.

Na niezasłużone, dobrze, — ale twój ojciec a z nim i świat cały nie może nagany za przekroczenie przyzwoitości uważać za niezasłużone pociski.

Antonja.

Czcze słowa! — Rozumiem tylko złe albo dobre. Przyzwoitość nie pozłoci złego, a dobre w potrzebie bez niéj obejść się może.