Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Warski.

Obiecał dziś mnie odwiedzić. Z Antonją nie mówiłem jeszcze ani słowa, proszę cię więc kuzynko, abyś jéj dała dobrą nauczkę i uwiadomiła ją w jakim celu przyjdzie Pan Dormund. Zrób jéj nakoniec nadzieję ojcowskiego przebaczenia. Przyszlę ci ją.

(Odchodzi.)
Laura (sama).

Dormund... Dormnnd... On miałby się zakochać w ładnéj wprawdzie twarzyczce ale w główce zupełnie przewróconéj?.. nie, to być nie może. I jego postępowanie tak dziwne!.. nie, to być nie może... Jest w tém coś, czego nie pojmuję ale dociec muszę.





SCENA II.
Laura, Antonja.
Laura (całując ją serdecznie).

Witam cię kochana Antonjo. Nie mogłam uściskać cię wczoraj, bo mi powiedziano żeś była cierpiącą. — Cóż? Masz się lepiéj?

Antonja (zimno i ceremonjalnie).

Dziękuję Pani. Nie jestem i nie byłam cierpiącą.

Laura.

Ale trochę zmartwioną? (p. k. m.) Zmartwioną, że ściągnęłaś na siebie gniew ojca.

Antonja.

Niesłusznie się gniewał, bom nic złego nie zrobiła.