Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/020

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Elwin.

Nie, poczytam trochę. Przeczytam jeszcze raz twoją obronę tego posła, co to ukradł półsetek płótna.

Dormund.

A okno?

Elwin.

Daję słowo, że przez okno rozmawiać nie będę.

Dormund.

Zamknę. Masz klucz drugi.

Elwin.

Dobrze! Dobrze!

Dormund (odchodząc, do siebie).

Szalona pałka... ale serce złote.

(Odchodzi.)
(Elwin chustką daje znak przez okno, potém odsuwa stolik, otwiera drzwiczki tapetowe, wychodzi i wkrótce wraca z Antonją — Antonja idzie poważnie i siada na krześle przy biórze.)





SCENA II.
Antonja, Elwin.
(Elwin klęka i z uniesieniem całuje ją w rękę.)
Elwin.

Droga! najdroższa Antonjo! Mój Aniele pociechy!

Antonja (odsuwa się).

Panie Elwinie, bardzo proszę nie zapominać się.

Elwin (wstając).

Moja miłość...