Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/326

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wyzwał mię — może zabić, nikt mu nic nie powie,
Wyzwał mię — wolno strzelać — diabeł nie śpi. Kto wie,
Jeszcze gotów z za płota gdzie do mnie wypalić.

(po krótkiém milczeniu)

A do kroć sto tysięcy!... chciałbym dom zapalić,
Dom spalić, sam się spalić, wszystko spalić wkoło!...
I żona... gdzie?... I ten łotr... o miedziane czoło!
W moim domu.. lecz gdzie są?.. Co, co on tu robi?
Co robi? — łatwo zgadnąć: dom mi niby zdobi.
Dość tego, dalej. (idzie i wraca) Ale już wytrwałem tyle,
Będę jeszcze cierpliwym i zaczekam chwilę.
(siada w środku)





SCENA XIX.
Marek, Kasper.
Kasper.

A fe!, fe! — O, to brzydko! — To obelgą pachnie.

Marek.

Cóż ci to?

Kasper.

Bartosz wziął kij, i fiu fiu, jak machnie!
Uderzył mię tu, w plecy, raz po raz, trzy razy.
Ja drugi raz nie zniosę podobnej urazy,
Ja wcześnie zapowiadam jasno i dobitnie,
Ja mu co powiem, jak mi jeszcze raz tak przytnie.

Marek.

Zacóż cię tak pomacał?