Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/325

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Major i Łapka przyszli jak z namowy właśnie.

Klara.

Ale za Łapką poszlij.

Czesław.

Oho! ten nie zaśnie,
Będzie on tu niebawem.

Klara.

Kończmy więc te żarty.

Czesław.

O, chce nie chce, grać musi, kto już rozdał karty;
Zatém gdyśmy zaczęli, kończmyże roztropnie,
Inaczej wszystko na nic, a on swego dopnie.
Powie, że w samej rzeczy chciano mu się rządzić,
I jak błądził dotychczas, będzie znowu błądzić.
Nie, nie, nie, tak jak układ, działajmy powoli,
Czekajmy niech on wprzódy zrzeknie się swej roli.

Klara.

Chodźmy, chodźmy do niego.

Czesław.

Ztąd chodźmy, to lepiej;
Niech nas Pan Rotmistrz szuka, niech nas sam zaczepi.
(odchodzi)





SCENA XVIII.
Marek.

Już go niema — źlem zrobił — wszystko złe z nazwiska.
Trzeba było się zgodzić — sprawa diable ślizka.