Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/304

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czesław.

Czy boskie skaranie!
Nikt nigdy nie zrozumie, choć powiem wyraźnie:
Kazałem sad tam wyciąć, gdzie mają być łaźnie,
A oni w prawo, w lewo cięli dla uciechy,
Tak że zostały tylko płonki i orzechy.

Kasper (ciągnąc za połę).

Panie, to pańska laska, znam ja ją niemało.

Marek.

Kasprze.

Kasper.

Hę?

Marek.

Kasprze.

Kasper.

Panie?

Marek.

Co się tutaj stało?
Mnie coś mdło koło serca.

Kasper.

Głowę panu ścisnę.

Marek.

Głupiś! (Kasper śmieje się) Nie śmiej się.

Kasper.

Dobrze.

Marek.

Cicho!

Kasper.

Ani pisnę.