Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/302

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I często się wydarza, że za głupstwo sługi,
Za to że jeden zbłądził, albo spił się drugi,
Za to nawet że słota i snopki zmoczone,
Mąż nie mając na kogo, dąsa się na żonę.
Ale i zrzędność także równie przykra wada;
Mój mąż nigdy nie zrzędzi.

(Kasper parska śmiechem w ucho swemu panu)
Kasper (śmiejąc się).

Co też pani gada!...

Marek (zrywając się).

Precz łotrze!

Kasper.

Ani pisnę.

Marek (chwytając go za kołnierz).

Precz!

Kasper (chcąc się wyrwać).

Już się nie śmieję.





SCENA VII.
Klara, Marek, Kasper, Czesław.
(Marek trzymając Kaspra za kołnierz, zostaje w tej pozycyi — trochę przy stronie. Obydwa nie spuszczają oka z Czesława, który nie widząc ich niby i do Klary wciąż mówiąc, po przed nich chodzi).
Czesław.

A niech też kaci porwą! co się tutaj dzieje!