Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Barbara.

Sława Osieka już zaginąć nie może, żeby tylko nie ten strój, bo przyznać trzeba, że wcale nam w nim nie do twarzy.

Urszula.

To mniejsza. Ale słuchaj siostro, mnie inna ważniejsza myśl niepokoi i wstrzymuje, że się tak wysłowię, zapęd mojego rozumu: jak winowajców skarzemy przykładnie, zostaniemy bez mężów.

Barbara.

Prawda, nad tém jeszcze się nie zastanawiałam.

Urszula.

Jednakowoż są potrzebni.

Barbara.

Są potrzebni, niema gadania.

Urszula.

Mąż, jest to złe konieczne.

Barbara.

Ach, konieczne!

Urszula.

Jakże tu postąpić?

Barbara.

Niema co myśleć, skarać musimy, ale taką karę wymyśleć potrzeba, która nam nie uwłoczy a nawet z korzyścią będzie.

Urszula.

Dobrze mówisz, roztrząśniemy to w przyzwoitym