Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tobiasz.

Otóż masz!

(Słychać krzyki za sceną).
Doręba.

Idą.

Tobiasz.

Aj gwałtu! puść mię — Jasiu! serdeńko! dobrodzieju!

Doręba (obejmując go).

Niech nas zastaną, niech chwycą w serdeczném uściśnieniu. (Jak nawiasem) Ukryj mię.

Tobiasz.

Czy oszalał!

Doręba.

Mamy ginąć, gińmy razem przyjacielu; jedna dzida niech nas przebije. — (Nawiasem) Ukryj mię.

Tobiasz.

Ukryję! ukryję!

Doręba.

Prędzéj — gdzie?

Tobiasz (szukając koło siebie).

Koło spiżarni... już wiesz... jest... są, te, jak się, zowią... ten... dziedziniec na drzwiczki... na dziedzińcu, chcę mówić... ztamtąd furtka do rzéki nad sadem... ten... do sadu... gdzieżem furtkę podział... a to co... święty Antoni! ratujże mię — jest przecie... na, masz klucz... ruszaj! —