Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kasia.

Nie lękaj się; wszystkie jego zabiegi daremne, bo nietylko kochać umiem, ale i utrzymać się przy swojém potrafię.

Doręba.

Ale stryj, stryjanka.

Kasia.

Dam sobie radę, spuść się na mnie. I com ci przyrzekła, powtarzam: będę twoją, albo niczyją.

Doręba.

Kochana Kasiu!

Kasia.

Prawdziwam Polka! nie chcę innego męża, jak przy szabli.

Makary (jedząc).

Dobrze, panno Katarzyno.

Doręba.

Trzeba jednak chwycić jakie przedsięwzięcie.

Kasia.

Mnie się zdaje, czekać jeszcze.

Doręba.

Terażniejszy stan rzeczy długo trwać nie może. Jednak, jeżeli wszystko swojemu biegowi zostawimy, ja będę musiał oddalić się ztąd, a ty tysiąc doznasz przykrości od stryja, stryjanki, Grzegotki i całéj rzeczypospolitej.