Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


SCENA II.
Makary, Doręba (spotykają się we drzwiach).
Doręba.

Dobrze że cię spotykam.

Makary.

Wcale niedobrze.

Doręba.

Czemu?

Makary.

Bo źle.

Doręba.

Cóżto? czy jaka niepomyślna wiadomość? Kasia moja jak się ma? kocha mię zawsze? zdrowa? ładna? stary Tobiasz, jéj stryj, żyje? widziałeś się z nimi? cóż mówili? gadajże — no czemuż milczysz opuściwszy wąsa?

Makary.

Łaska Boska, że go jeszcze mam dotąd, żem go, uniósł nienaruszonym i że może najeżyć się jeszcze, kiedy kto sto pytań zadaje, a nie chce słuchać tego co mu wiedzieć najbardziej potrzeba.

Doręba.

Gadaj, milczę.

Makary.

Wracaj waszmość, wracaj zkąd przybyłeś.