Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jeszcze z niezgojonemi zupełnie ranami;
Jeśli możesz, proszę cię, zostań jeszcze z nami. —
Nie? Jedź więc, kiedy tak chcesz, nie mogę, nie bronię,
Lecz jeśli znajdziesz szczęście gdzie w dalekiej stronie,
Któregoś tu nie znalazł, mimo naszej chęci,

(rozczula się coraz więcej)

Nie wymazuj Zofii zupełnie z pamięci;
Jakbądź los cię obdarzy, skąpo czy łaskawie,
Niech choć słówko.... bo zawsze.... żegnam cię Zdzisławie.

(odwrócona by łzy ukryć, rękę mu podaje).
Zdzisław.

Zofio moja.... przyjaźń, jaką jest, zostanie,
Wszakże to nie ostatnie nasze pożegnanie.

Zofia (odwrócona).

Na długo?

Zdzisław.

Jeszcze nie wiem — i w innym zamiarze....
Chciałem.... (na stronie) głosu nie staje (do Zofii) moja przyjaźń każe....
(nagle) Czesław dał mi zlecenie....

Zofia (żywo).

Wiem już o co chodzi,
Ale niech się nadzieją daremną nie zwodzi.

Zdzisław.

Jeżeli moja rada....

Zofia.

Próżną, ręczę, będzie.