Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/076

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zdzisław.

Ja i ja, ale ja czasem plotkę zrobię.
I co Zofia, proszę, co pomyśli sobie?
Nie powinnażby ona pierwsza wiedzieć o tém?
Wierz mi, czasem i dobroć nabawi kłopotem.

Krupkowski.

Niech mię Pan łaje, jak chce, ja milczeć nie umiem,
Zwłaszcza... że niby... niby... troszkę rzecz rozumiem:
Ten smutek, hm? ztąd pono (wskazuje na serce).

Zdzisław (niespokojnie).

Słuchaj!

Krupkowski.

Nic nie szkodzi.

(z minami)

Nasza Pani...

Zdzisław (surowo).

Krupkowski! — to miarę przechodzi.

Krupkowski.

Ale niema nic złego.

Zdzisław.

Więcej ani słowa,
Ani pół. Ta myśl dzika dójśćby ją gotowa.

Krupkowski.

Ale niema nic złego.

Zdzisław.

To mylne mniemanie,
Lubo mylne, mnie jednak szkodliwym zostanie.