Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/047

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Baron.

Podwajać się twój Baron potrafi w potrzebie.
W gry różne grać możemy na wszelki przypadek.

Wtorkiewicz.

Co? Baron w ciuciubabkę? A, to ciuciudziadek
Nie ciuciubabka będzie; Baron, susy! skoki! =
Dalibóg! na mój honor, trzeba zerwać boki. =

Baron (zrywając się i cicho do Czesława).

Nie zniosę tych przekąsów, wyzwę i zabiję.

Czesław (podobnież).

Ej, daj mu pokój, przebacz, niechaj sobie żyje.

Baron (jak wyżej).

Dam pokój, ale kiedyś tak mu kurtę skroję.

Zofia.

Ach, tylko żadnych spisków, tajemnic się boję.

Czesław.

Tobieżto skrytych myśli lękać się wypada?
Odkryj wszystkie — a każda nową korzyść nada.

Zofia.

We względzie prawdy, może.

Czesław.

A prawda ci sprzyja.

Zofia.

A nuż się myśl Czesława przedemną rozwija?
Cóż w niej widzę!

Czesław.

Nic złego.