Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom III.djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Kiedy się miłych gości, jak śledzi naspycha.
Naco pokoju? jak zje, niech rusza do licha!

Stefan.

Ależ panie marszałku, pokój nie zatrzyma,
A pani zawsze każe....

Krupkowski.

Już pokoju niema.

Stefan.

Pójdę pani powiedzieć....

Krupkowski (oddając klucz).

No, no, czekaj zrzędo!
To pewnie jakieś nowe zalotniki będą,
Zatem podle Barona w salonie postawić.

Stefan.

Baron go wziął i wczoraj nie przestawał prawić,
Że mniej, jak dwa pokoje, Baron mieć nie może.

Krupkowski.

Ej! niejeden, mój panie, mieszkał i na dworze.
Lecz dobrze i tak; zatém na dole umieszczę.

Stefan.

Tam się panna Bobiné dziś ma przenieść jeszcze.

Krupkowski.

Czy kaduk tą Francuzkę po pałacu wodzi?
To tu, to tam, wszędzie źle, wszędzie jej coś szkodzi,
Dalej panią Hrabinę wypędzić gotowa.

Stefan.

Czemu nie!

Krupkowski.

Pani dobra, nie powie i słowa.

Stefan.

Jużci dobra, i nadto, gdy ją dotąd trzyma.