Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T3.djvu/202

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.




    ROZDZIAŁ XXX.
    DESZCZ.

    W tym samym czasie i w tym samym kierunku, w jakim się udał król z panną de La Valliere, lecz idąc środkiem lasu, zamiast drogą, postępowało dwóch mężczyzn, zaniepokojonych stanem pogody. Mieli głowy pochylone, jak ludzie myślący o ważnych sprawach. Nagle mignęło w powietrzu coś nakształt płomienia, a później rozległ się huk przeciągły.
    — O!.. — rzekł z nich jeden, wznosząc głowę — burza!... powracajmy do naszych karet, panie d‘Herblay.
    Aramis wzniósł oczy w górę i badał powietrze.
    — O!... — odpowiedział — nic pilnego.
    Następnie, rozpoczynając rozmowę, którą widać grzmot przerwał, rzekł:
    — Czyś widział króla przed odjazdem?...
    — Widziałem.
    — Jak go znalazłeś?...
    — Najlepszym, albo najgorszym, stosownie do tego, czy był szczery, czy obłudny.
    — A uroczystość?...
    — Odbędzie się za miesiąc.
    — Czy się na nią zaprosił?...
    — Nawet natrętnie, w czem poznałem rękę Colberta.
    — To dobrze.
    — Czy noc nie wyleczyła cię ze złudzeń?...
    — Względem czego?...