Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T3.djvu/168

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   168   —

    ko różnicą, że okrutna pasterka, wykradłszy pewnego dnia kołczan miłości, kiedy Kupido spał pod krzakiem róży, zamiast wymierzyć strzały na mieszkańców lasów, gromi biednych pasterzy, których tylko jej oczy dosięgną.
    — A!... czyż okrutna pasterka nie zrani się kiedy temi strzałami, które na prawo i na lewo wyrzuca?...
    — Tego się spodziewają wszyscy pasterze — odparł Saint-Agnan.
    — A szczególniej pasterz Amyntas, wszak prawda?.. — zapytała księżna.
    — Pasterz Amyntas jest bojaźliwy — odpowiedział pan de Saint-Agnan, przybrawszy jak można najskromniejsza minkę — i jeżeli ma jaką nadzieję, nikt o tem nie wie, bo ją chowa na samym spodzie serca.
    Pochlebny szmer przyjął to wyznanie wiary opowiadającego względem pięknej pasterki.
    — A Galatea... — zapytała księżna — pragnęłabym jaknajprędzej ujrzeć jej portret.
    — Wasza książęca mość — rzekł Saint-Agnan — zachęcony twojem pobłażaniem, odważę się i ten portret naszkicować.
    — Słuchamy — rzekła księżna.
    Saint-Agnan wyciągnął nogę, rękę i usta.
    — Biała, jak mleko — rzekł — ze złotych włosów, podobnych do kłosów, rozsiewa woń w powietrzu. Widząc ją, pytają, czy to nie jest ta piękna Europa, którą ukochał Jowisz, ujrzawszy igrającą z rówieśniczkami na kwiecistej łące. Z jej oczu lazurowych, czarownych, jak błękity niebios w pięknym dniu wiosennym, słodki wypływa płomień, który usposabia do dumań. Kiedy zmarszczy brwi, albo schyli czoło ku ziemi, słońce kryje się na znak żałoby. Przeciwnie, kiedy się uśmiecha, cała natura odzyskuje radość i ptaki, które umilkły na chwilę, rozpoczynają swoje śpiewy w cieniu drzew. Ta nadewszystko — mówił Saint-Agnan, kończąc — ta godną jest uwielbień całego świata i jeżeli komu odda swoje dziewicze serce, szczęśliwy śmiertelnik zmieni się w bożyszcze.