Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T1.djvu/60

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.




    ROZDZIAŁ X.
    ARYTMETYKA PANA MAZARINIEGO.

    W chwili gdy król w towarzystwie jednego tylko pokojowca kierował szybko swoje kroki ku skrzydłu zamkowemu, gdzie mieszkał chwilowo kardynał, z małego gabinetu, o którym wspominaliśmy, wychodził porucznik muszkieterów, oddychając głęboko, jak człowiek, co długo musiał powstrzymywać oddech. Gabinet ten dawniej stanowił widocznie jednę całość z pokojem, zajętym przez króla, bo oddzielony był tylko cieniuchną przegrodą z desek. Z tego też powodu przegroda owa, istniejąca jedynie dla oczu, pozwalała uchu najmniej nawet niedyskretnemu słyszeć wszystko, co się działo w pokoju.
    Nie ulega też najmniejszej wątpliwości, iż porucznik muszkieterów słyszał całą rozmowę pomiędzy królami Francji i Anglji.
    Uprzedzony ostatniemi słowami Ludwika XIV, zdążył wyjść na czas, skłonić się w przejściu monarsze i towarzyszyć mu wzrokiem, aż do chwili, gdy zniknął w głębi korytarza.
    Potem zaś, potrząsnąwszy głową w sposób, jemu tylko właściwy, odezwał się głosem, w którym pomimo lat czterdziestu, spędzonych za granicami Gaskonji, przebijał zawsze akcent gaskoński:
    — Smutna służba!.. — rzekł — pan także niewesoły.
    Ciekawa scena także rozegrała się w tym czasie u p. Mazariniego.
    Jego Eminencja położył się do łóżka, zmęczony małym atakiem podagry. Ponieważ jednak nie odstępował on nigdy od