Strona:PL Aleksander Dumas - Wicehrabia de Bragelonne T1.djvu/16

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   16   —

    — Przybył posłaniec z Paryża; ale może poczekać, aż Wasza wysokość skończy śniadanie.
    — Z Paryża — wykrzyknął książę, a widelec wypadł mu z ręki. — Posłaniec z Paryża, powiadasz, a od kogo przybywa?
    — Od księcia Kondeusza — pośpieszył z odpowiedzią Marszałek.
    — Od księcia?... — powtórzył Gaston, z zaniepokojeniem zbyt widocznem, aby ujść miało uwagi obecnych. Zdwoiło ono jeszcze ogólną ciekawość.
    Książę Gaston odsunął żywo talerz z przed siebie.
    — Czy ma zaczekać?... — zapytał pan de Saint-Remy.
    — Nie... nie!... niech wejdzie natychmiast. A kto to taki?
    — Szlachcic z tych okolic, pan wicehrabia de Bragelonne.
    — Tak?... doskonale... Wprowadź go zaraz, de Saint-Remy, wprowadź go natychmiast.
    Wyrzekłszy te słowa z powagą mu właściwą, książę przypatrywał się, jak cała służba, paziowie, oficerowie, koniuszy i wszyscy inni, odsunąwszy talerze, noże i kubki, wynosili się do drugiej izby szybko i bezładnie.
    Mała ta armja ustawiło się w dwa szeregi, w chwili, gdy Raul de Bragelonne, wszedł do jadalni, poprzedzony przez pana de Saint-Remy.
    Książę Gaston skorzystał z krótkiej chwili i przybrał minę dyplomaty. Nie odwracał się wcale, aż marszałek dworu przyprowadził posłańca przed jego oblicze.
    Raul zatrzymał się przy końcu stołu, tak, aby mógł się znaleźć pomiędzy księciem i księżną. Stąd złożył głęboki ukłon Ich wysokościom i czekał, aż książę raczy się odezwać.
    Książę zaś czekał, aż drzwi zostaną szczelnie zamknięte. Nie chciał się obrócić, aby się o tem przekonać, bo to ubliżałoby jego godności, ale słuchał zatrzaśnięcia klamki, co obiecywało przynajmniej utrzymać pozór tajemnicy.
    Gdy drzwi się zamknęły, książę podniósł oczy na wicehrabiego i rzekł:
    — Zdaje się, że pan przybyłeś z Paryża?
    — Przed chwilą, Wasza wysokość.