Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 01.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Więc miała syna?
— Tak jest. Na imię mu było Albert.
— Kto chce wychowywać dziecię, musi mieć sam wychowanie. A Mercedes była przecież córką prostego rybaka. Bez żadnego zapewne wykształcenia?
— O, Mercedes zmieniła się bardzo od owych czasów, gdy to mieszkała w chacie rybackiej. Dziś mogłaby zostać królową, gdyby koroną nagradzano piękność, wdzięk, wytworność i dobre wychowanie. W miarę wzrostu majątku i umysł rozwijał się, aż doszedł do doskonałości.
Mimo to wszystko — wątpię by była szczęśliwą.
— Na jakich danych urobiłeś sobie to zdanie?
— Gdym wpadł w biedę, pomyślałem sobie wtedy, że mam przecież możnych przyjaciół. Kto wie przeto, czy nie zechcą mi dopomóc? Udałem się do Danglarsa, ale ten mnie nie przyjął. Potem poszedłem do Fernanda — wysłał mi przez lokaja sto franków. Gdy ze ściśniętem sercem opuszczałem ten dom, padł mi pod nogi worek z dwudziestoma pięcioma luidorami. Podniosłem szybko głowę i ujrzałem znikającą za firankami głowę Mercedes. Wyraz jej oczu był bardzo smutny.
— A z panem de Villefort co się stało, mój przyjacielu?
— O, ten nie był moim przyjacielem, bynajmniej, nie znałem go nawet.
— Lecz może wiesz przypadkowo, co się z nim stało, a także czy on nie przyczynił się czasem do niedoli Edmunda?
— Nie wiem nic. To jedynie, że wkrótce po zaaresztowaniu Edmunda zaślubił pannę de Saint Meran i opuścił Marsylję Lecz i jemu zapewne uśmiechnęło się szczęście. Jest bogaty jak Danglars i jest potentatem nie mniejszym aniżeli Fernand. Ja jeden tylko, jak widzicie, ojcze, jestem nędzarzem, zapomnianym przez Boga.
— Mylisz się przyjacielu. Nam ludziom często się zdaje, że Bóg zapomniał o kimś, a to tylko sprawiedliwość odpoczywa. Przychodzi wszelako chwila, gdy oko Opatrzności zwraca się na nędzarza. Masz nawet tego dowód.