Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 01.djvu/085

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

i trzeba cię będzie wtrącić do ciemnicy. A mamy tutaj lochy porządne!
Dantes porwał za stołek i wywinął nim w powietrzu.
— Dobrze, dobrze! — zakrzyknął dozorca — gdy tak tego pragniesz, to już powiadomię o wszystkiem komendanta.
I dozorca, cofając się tyłem, wyszedł z celi, lecz bardzo szybko powrócił, w towarzystwie czterech żołnierzy i kaprala.
— Z rozkazu komendanta — rzekł — zejdziesz więźniu o jedno piętro niżej.
— To jest do lochu — dorzucił kapral.
— Do lochu! Warjaci winni siedzieć z warjatami!
Na tę wieść straszliwą Dantes wpadł w stan jakiegoś odrętwienia i dał się żołnierzom bez oporu wyprowadzić.
Przeszli korytarz, następnie schodami zeszli wdół, potem jeszcze kilkadziesiąt kroków przeszli korytarzem i przed Dantesem otworzyły się drzwi ciemnicy, do której został wepchnięty i drzwi zatrzasnęły się za nim.
Wtedy Dantes z wyciągniętemi rękami szedł prosto przed siebie, dopóki na mur nie nastąpił, wtedy usiadł i bez ruchu tak pozostał. Jego oko, nawykłe już do ciemności, odzyskiwało zwolna zdolność rozpoznawania przedmiotów. Zazgrzytał zębami i pięściami zaczął się bić w głowę.
Dozorca miał słuszność, nie wiele brakowało, aby dostał pomięszania zmysłów.