Strona:PL Aleksander Dumas - Hrabia Monte Christo 01.djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Nikt, prócz tego, który mi go doręczył.
— To i tak wiele — rzekł de Villefort i zaczął czytać list, a im bliżej był jego końca, tem mocniej chmurzyło się jego czoło; zbielałe usta, rece drżące, zamglone oczy... naokropniejszą trwogą przejmowały Dantesa.
A Villefort, po przeczytaniu listu, opuścił nisko głowę i trwał jakby w omdleniu.
— Boże mój!... co się panu stało? — wyjąkał przestraszony Dantes.
Lecz de Villefort słowa nie odpowiedział i siedział dalej bezwładnie. Po chwili złowrogi list przeczytał raz jeszcze.
— Więc powiadasz, iż nie znasz absolutnie treści tego listu? — zapytał wreszcie.
— Na honor, powtarzam, klnę się, iż nic nie jest mi wiadome. Ale co ci jest, panie sędzio! Ty mdlejesz! Czy mam zadzwonić, czy też przywołać kogo?
— Nie, — odparł de Villefort — nie ruszaj się z miejsca i milcz nie pytany. Tutaj ja rozkazuję!
— Panie — rzekł Dantes urażony — zechciej mi wybaczyć moje dobre chęci.
— Nikogo nie potrzebuję, to zwykłe u mnie chwilowe osłabienie. Nie myśl o tem. O sobie raczej. I odpowiadaj.
Słysząc to, Dantes ponownie skupił uwagę, oczekując na pytania, ale czekał napróżno. De Villefort zasiadł się w krześle, oparł czoło na dłoni i trwał w milczeniu.
— A jeżeli on wie co list zawiera? — myślał — a jeżeliby się dowiedział jeszcze, że Noirtier jest moim ojcem? — byłbym zgubiony.
I zaczął się wpatrywać w Dantesa, jakby chciał wzrokiem przebić niewidzialną zasłonę i zbadać tajemnicę serca.
— Nie! Na bok wszelka słabość. Tutaj niema wyboru.
— Panie, miej litość, zadawaj pytania, badaj, lecz przerwij to okropne milczenie — zaczął błagać Dantes.
A Villefort na to, spokojnym pozornie głosem, w którym czuć było wszelako zmięszanie:
— Niestety, panie, nie mogę cię jeszcze uwolnić w tej chwi-