Strona:PL Aleksander Dumas-Dama kameliowa.djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wybiła druga. Poczekałem jeszcze chwilę. Stuk zegara przerywał monotonnym i rytmicznym ruchem ciszę nocną.
Nakoniec opuściłem ten pokój, w którym najmniejszy przedmiot przybrał na siebie smutny jakiś wyraz, wynikły z niespokojnej samotności serca.
W sąsiednim pokoju zastałem Ninę uśpioną nad robotą. Na głos otwieranych drzwi, obudziła się z zapytaniem, czy pani powróciła.
— Nie, lecz jeśli powróci, powiesz jej, że nie mogąc się oprzeć niepokojowi, pojechałem do Paryża.
— O tej godzinie?
— Tak.
— Ale jak? Nie znajdziesz pan powozu...
— Pójdę pieszo.
— Lecz deszcz pada.
— Cóż to mnie obchodzi?
— Pani zapewne zaraz powróci, a jeśli nie, to będzie dość czasu za dnia dowiedzieć się, co ją zatrzymało. Jeszcze pana kto zamorduje na drodze...
— Niema niebezpieczeństwa, moja dobra Nino, więc do jutra...
Dzielna dziewczyna pobiegła po płaszcz, zarzuciła mi go na ramiona, ofiarowała się iść obudzić matkę Arnould, ażeby się od niej dowiedzieć, czy nie możnaby mieć powozu, lecz oparłem się temu, przekonany, że więcej stracę czasu na tych może bezowocnych staraniach, niż go potrzeba na przejście połowy drogi.
Wreszcie, potrzebowałem powietrza i zmęczenia