Strona:PL Aleksander Dumas-Dama kameliowa.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ułożyli, po ofiarach danych i przyjętych, czyż było jakiekolwiek prawdopodobieństwo, żeby mnie zwodziła? Nie. Usiłowałem odrzucić pierwsze moje podejrzenia.
— Biedna dziewczyna, zapewne znalazła nabywcę na swe ruchomości i pojechała do Paryża, w celu zakończenia interesu. Nie chciała mnie uprzedzać, bo wiedziała, że jakkolwiek przyjmuję, sprzedaż ta, konieczna dla naszego wspólnego szczęścia, jest nader przykrą dla mnie i lękała się, by nie zranić mojej miłości własnej i mojej delikatności, mówiąc mi o tem. Wolała ukazać się dopiero wtedy, gdy wszystko będzie skończonem. Prudencya widocznie czekała na nią i zdradziła się przedemną. Małgorzata zaś, nie mogąc skończyć interesu dzisiaj, prześpi się u niej, albo może zaraz przybędzie, gdyż bez wątpienia idzie jej o mój spokój i nie zechce zostawić mnie samego.
Ale w takim razie po co te łzy? Betwątpienia, pomimo uczucia dla mnie, biedna dziewczyna nie mogła się bez płaczu rozstać ze zbytkiem, wśród którego dotąd żyła, a który czynił ją szczęśliwą i był przedmiotem zazdrości dla innych. Wybaczałem chętnie te żale Małgorzacie. Czekałem niecierpliwie, ażeby jej powiedzieć przy gorących pocałunkach, że odgadłem przyczynę jej tajemniczej nieobecności.
Jednakże noc upływała, Małgorzaty nie było.
Niepokój wzrastał coraz bardziej i owładnął mą głową i sercem. Może jej się co przytrafiło! Może została zraniona, chora, może umarła! Może za chwilę zobaczę posła z wieścią o jakim strasznym wy-