Strona:PL Aleksander Dumas-Dama kameliowa.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mą wolę bez słówka nawet, bez żadnych uwag, bez pytań, może cię będę kochała...
— Zrobię wszystko, co chcesz.
— Lecz ostrzegam cię, że chcę być całkiem wolną we wszystkiem tem, co mi się żywnie podoba, nie zdając ci w niczem rachunku. Jaż oddawna szukam młodego kochanka, kochającego mnie z ufnością, a któregobym ja kochała, bez żadnych obowiązków. Nie znalazłam go nigdy. Mężczyźni, zamiast cieszyć się z tego, co się im daje a czego się zaledwie mogli spodziewać, żądają od swej kochanki zdania sprawy z teraźniejszości, przeszłości a nawet przyszłości! W miarę jak się do niej przyzwyczajają, chcą nad nią panować, im więcej im się daje, tem bardziej są wymagającymi. Jeśli się zdecyduję teraz na nowego kochanka, chcę żeby miał trzy rzadkie przymioty: żeby był uległy, ostrożny i żeby mi ufał.
— Będę tem wszystkiem.
— Zobaczymy...
— Przekonasz się.
— Kiedy?
— Później.
— Dlaczego?
— Dlatego — rzekła Małgorzata, wysuwając się z mych rąk i wyjmując z wielkiego bukietu czerwonych kamelij jedną, którą mi włożyła w dziurkę od guzika — dlatego, że niezawsze można wykonać traktat w tym samym dniu, w którym go się podpisało. To łatwe do zrozumienia...
— I kiedy cię zobaczę? — spytałem, tuląc ją do siebie.