Strona:PL Aleksander Dumas-Dama kameliowa.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Bom cię jeszcze wówczas nie znał.
— Alboż to kto robi ceremonie z taką dziewczyną, jak ja?
— Robi się ceremonie z każdą kobietą, przynajmniej takie jest moje zdanie.
— Więc opiekowałbyś się mną?
— Tak.
— Przepędzałbyś wszystkie dni przy mnie?
— Tak.
— A nawet noce?
— Zawsze, dopókibym cię nie znudził!
— Jakże ty to nazywasz?
— Poświęceniem.
— A zkąd pochodzi to poświęcenie?
— Z nieprzepartej sympatyi, jaką mam dla ciebie.
— Wiec zakochałeś się we mnie? Powiedz odrazu, to daleko prostsze.
— Być może, lecz jeśli ci to mam kiedy powiedzieć, to nie dzisiaj.
— Lepiej zrobisz, nie mówiąc tego nigdy!
— Dlaczego?
— Dlatego, że z takiego wyznania mogą wyniknąć tylko dwie rzeczy.
— Jakie?
— Że albo cię nie przyjmę i wówczas będziesz miał chrapkę na mnie, albo cię przyjmę i będziesz miał smutną kochankę, kobietę nerwową, chorą, smutną lub wesołą, ale wesołością smutniejszą od zmartwienia, kobietę, która pluje krwią i wydaje sto tysięcy franków na rok! Dobre to dla starego bogacza, jak