Strona:PL Adam Mickiewicz - Konrad Wallenrod.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Walter zrozumiał Aldonę, udał się za nią w milczeniu,
Opowiedział swój zamiar, taić przed światem nakazał,
I u bramy — niestety! straszne to było rozstanie. —
Alf z wajdelotą pojechał, dotąd nic o nich nie słychać.
Biada, biada, jeżeli dotąd nie spełnił przysięgi;
Jeśli, zrzekłszy się szczęścia, szczęście Aldony zatruwszy...
Jeśli tyle poświęcił i dla niczego poświęcił...
Przyszłość resztę pokaże. Niemcy, skończyłem piosenkę.

∗             ∗

„Koniec, już koniec“ — wielki szmer na sali:
”I cóż ów Walter? jakie jego czyny?
Gdzie? nad kim zemsta?“ słuchacze wołali;
Mistrz tylko jeden śród szumnej drużyny
Siedział milczący z pochyloną głową,
Mocno wzruszony, porywa co chwila
Puhary z winem i do dna wychyla.
W jego postaci zmianę widać nową,
Różne uczucia w nagłych błyskawicach
Po rozpalonych krzyżują się licach.
Corazto groźniej czoło mu się chmurzy,
Usta drżą sine, obłąkane oczy
Latają, niby jaskółki śród burzy,
Wreszcie płaszcz zrzuca i na środek skoczy:
„Gdzie koniec pieśni? wraz mi koniec śpiewaj,
Albo daj lutnię. Czego drżący stoisz?
Podaj mi lutnię, puhary nalewaj,
Zaśpiewam koniec, jeśli ty się boisz.

„Znam ja was, każda piosnka wajdeloty
Nieszczęście wróży, jak nocnych psów wycie,
Mordy, pożogi wy śpiewać lubicie,
Nam zostawiacie chwałę i zgryzoty.
Jeszcze w kolebce wasza pieśń zdradziecka