Strona:PL Abgar-Sołtan - Klub nietoperzy.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


się Jadwigi i przypominając sobie z przykrością swoje wczorajsze postępowanie.
Dla zabicia tych przykrych myśli brał od czasu do czasu który z dzienników rozrzuconych po stołach i stolikach, nie mógł jednak schwycić wątku odczytywanych słów; palące myśli wracały uparcie i powodowały coraz bardziej rosnące rozdrażnienie nerwów.
Na godzinę może przed objadem zjawił się pierwszy w salonie marszałek i zdziwiwszy się jego obecnością dał mu delikatnie do zrozumienia, że jego zdaniem gospodarstwo w tej porze roku wymaga bezustannego nadzoru i oka właściciela. Marszałek, chociaż czasami bardzo wyrozumiały i pobłażliwy na przekroczenia ludzkie, był nie ubłagany na punkcie obowiązków gospodarskich i wykroczeń pod tym względem nie przebaczał nigdy.
Władysław w pierwszej chwili uczuł się niemile dotknięty uwagą gospodarza, stłumił jednak to uczucie i przyznając się do winy, wytłumaczył się tem, że miał jeszcze o pewnym interesie pomówić z marszałkiem, a wczoraj nie miał ku temu sposobności i w rzeczy samej wymyślił sobie jakąś sprawę, w której zasięgnął rady starszego krewnego.
Uległość ta i dowód zaufania pokładanego w jego doświadczeniu życiowem, wprawiła siwowłosego entuzjastę rolnictwa w doskonały humor, w którym pozostał przez cały już czas trwania obiadu.
Gdy wszyscy się zeszli do obiadu, marszałek wesołym i żartobliwym tonem obwieścił, że uważa za konieczne, ażeby w dniu urodzin pani marszałkowej; wypadającym dwudziestego piątego