Strona:PL Abgar-Sołtan - Klub nietoperzy.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Brawo! brawo! — rozległy się wołania Niny i Loli; nawet pan kapitan klasnął w dłonie dla oddania uznania zręcznemu graczowi; Jadwiga tylko zacisnęła usta.
— A widzi pani, że nie tak znowu trudno trafić panią... w słabą stronę! — zawołał tryumfująco Władysław.
— W krokiecie tylko! — odparła gniewnie panna.
Uderzenie to stanowiło o całej grze, wkrótce też partja skończyła się, a zwyciężona Jadwiga nie miała zupełnie ochoty do drugiej; wróciło więc całe towarzystwo do salonu — i była już pora po temu, bo słońce miało się już ku zachodowi, a dzwonek ogłaszał, że herbata się zbliża
Przy herbacie i przez cały wieczór Władysław milczał uparcie; panna Nina śmiała się zeń i twierdziła, że tak zhardział po otrzymanym tryumfie, uśmiechała się przytem zachęcająco i widocznie pragnęła wznowienia popołudniowej rozmowy.. Daremne jednak były trudy baronówny, znać wyczerpała się siła nerwowa Władysława, która pozwalała mu utrzymać sztucznie dobry humor i wesołość, teraz pogrążył się w głębokim smutku, a na zapytania światowej panny odpowiadał niechętnie — monosylabami.. tylko w stronę Jadwigi rzucał tęskne spojrzenia, ale zagniewana panienka nie myślała na nie odpowiadać; to go rozstrajało do reszty i pogrążało w zupełnej apatji. Z przyjemnością więc przyjął propozycję marszałka i zasiadł na czwartego do winta, lecz i tam — wbrew przysłowiu — nie wiodło mu się i wstał, przegrawszy kilka rubli.
Gdy się wszyscy rozeszli, kapitan towarzyszył Władysławowi do gościnnego pokoju; Żorża